Kiedy magia połączy się z technologią przyszłości...
Imię: Sin
Nazwisko: brak.
Wiek: 24 lata
Rasa: Człowiek. Trudno, bym wybrała inaczej.
Charakter:
pewny siebie, arogancki, głośny – taki jest Sin na pierwszy rzut oka. No i w sumie na drugi też. Nie za specjalnie lubi mówić o sobie, ale nie odtrąca kogoś, kto chce pogadać. Można go traktować za spowiednika. Wierny i honorowy jak jasny gwint.
Wygląd:
Lubi skórę – spodnie, buty, kurtki, wszystko ze skóry. Czarnej, czerwonej, nieważne jakiej – jej zapach działa na niego jak afrodyzjak. Buty na koturnie? Jak najbardziej. Ciężkie buty z masywną podeszwą, spinane klamrami, zatrzaskami, aby jak najlepiej było widać umięśnione łydki.
No ale dobrze, po kolei: ciało. Dobrze zbudowane, proporcjonalne. Wąskie biodra i szerokie ramiona, jak na prawdziwego samca przystało, może tylko wzrost ledwo przekraczający średnią (około 180 cm). Na prawym ramieniu ma wytatuowany ognisty miecz z napisem „Bóg, honor, ojczyzna” – prawdziwe mistrzostwo, jest piękny. Oprócz tego na przedramieniu siedzi salamandra – jakiej farby użył tatuażysta, nie wiadomo, jednak niektóre jej łuski połyskują, jakby wykonał je z czystego złota. Wszystko pięknie... ale efekt psują niektóre blizny – na przykład ta pod okiem albo ta na brzuchu, po oparzeniu.
Teraz twarz. Sin ma ładne, szare oczy, co w otoczeniu blond rzęs i brwi daje naprawdę ciekawy efekt. Jest blady jak informatyk, ale nie wygląda na chorego – inny odcień skóry zwyczajnie by mu nie pasował. Wąskie usta, ładny nos, w sumie wszystko na miejscu. Gdyby tylko nie ta wcześniej wspomniana blizna... wygląda jak sieć drobnych, gęstych zmarszczek. W lewym uchu wisi kilka kolczyków – srebrne i złote kółeczka, czaszeczka szczura na łańcuszku, to w sumie wszystko.
Teraz czas na włosy: są proste, blond. Czasami, ale to naprawdę czasami, Sin wiąże je w kucyk.
Dalsze szczegóły? Ba, to wcale nie są szczegóły! To są bardzo istotne rzeczy! Gdyż w chwili, gdy Sin zdejmie rękawicę z lewej dłoni, widać, iż nie jest to kończyna ze skóry i kości, a mechaniczna proteza, bardzo dobrze zresztą wykonana. Raczej ciężko jest z niego wydusić, jak się jej dorobił.
Najczęściej Sin ma na sobie czarne spodnie ze skóry i takiż bezrękawnik, ewentualnie noszoną na gołe ciało kurtkę. Rękawiczki na dłoniach też nosi dość często, chyba, że jest za ciepło. Co do broni: znajduje się w różnych miejscach, jednak stałym elementem wyposażenia jest jeden pistolet przy biodrze i katana przy drugim boku.
Historia:
Jako dzieciak nie nazywałem się jeszcze Sin. Miałem paskudne, pospolite imię i byle jakie nazwisko. Wychowywałem się z samymi młodszymi siostrami, mówię ci, zgroza. Gdy miałem tak naście lat, nigdy mnie w domu przez te wiedźmy nie było. Wyobraź to sobie, siedzisz z kumplami w pokoju i grasz w gry wideo, a tu wpada ci taka jedna z drugą, zaczyna ci kolegów podrywać, chichotać, zgroza! Ale przynajmniej nie trwała długo... Teraz w sumie żałuję, że już ich nie widuję. Ale co tam, pewnie nawet by mnie poznały, gdybym stanął na progu.
Miałem szesnaście lat, gdy poszedłem do wojska. Tam mi było dobrze, chociaż nie mogę zaprzeczyć, że było też cholernie ciężko.
Z czasem dorobiłem się własnych podwładnych, byliśmy praktycznie jak rodzina. Razem też chodziliśmy na przepustki. I przez te łajzy właśnie zacząłem bawić się w walki uliczne. Szybko dzięki temu zarabiałem, składając forsę na koncie w banku – nawet nie wiedziałem wtedy, że się kiedyś mogą przydać. Myślałem, że umrę w walce. No ale, jak widać, tak się nie stało.
Tak, wiem, że walki uliczne były wtedy nielegalne. Ale dobrze można było zarobić, to walczyłem. No oczywiście, że mnie złapano kilka razy, w końcu z rozkwaszoną twarzą nie można za szybko uciekać. Owszem, ta blizna jest z tamtego okresu. Nie, rękę miałem jeszcze kilka lat. Szkoda w sumie, że mi ją urwało, gdybyś widział, jaki tam tatuaż miałem. Nagą ifrytkę, mówię ci, cudo.
Pytasz o konsekwencje? No najpierw mnie zdetronizowali kilka razy. Później odpuściłem na pewien czas, wiadomo, do szeregowego nikt nie chce wrócić. Taką wprawę miałem z tych walk, że z regularnego wojska przeniesiono mnie do komandosów. Pewnie, że się cieszyłem, wiesz, ile ja zarabiałem wtedy?! Cztery razy więcej, niż normalnie. Ale też ryzyko było większe.
Tylko sam powiedz, ile można usiedzieć na tyłku? Wróciłem do walk, bo to kochałem. Zresztą, wtedy to jeszcze co innego kochałem. Jess się nazywała, słuchaj, jaka laska! Elfka, ale z dużym biustem, śniadawa. Boska była. Ale wracając do mojej historii... Nie, Jess nie jest ważna, zostawiłem ją kilka miesięcy później. Mówiłem o walkach, tak? Znowu mnie złapali. Tym razem jednak chciano wyrzucić mnie z wojska. Ale zdarzył się cud. Mówię ci, prawdziwy cud. Siedziałem na dywaniku, gdy zaczęła się wojna. No tak, taka karma. Dłuższy czas było niebezpiecznie, bo te wszystkie organizacje rasistowskie szalały. Ale to była regularna wojna. Wtedy każdy żołnierz jest potrzebny, wróciłem do służby. I zaraz wysłano nas do walki.
Nie, ręki nie urwał mi granat. Zmiażdżyli mi ją. Serio, nie blefuję. Nie wiem, co to było, troll, czy jakiś mutant albo co innego. Dosłownie złapał mnie za rękę i zmiażdżył dłoń razem z bronią, którą w niej trzymałem. A musisz wiedzieć, ze wtedy strzelałem z Marshalla. Tak, to te nowe pistolety, bardzo wytrzymałe. Gdy straciłem dłoń, gadzina dobrała mi się do ramienia. Bark to mi jeszcze później odratowano, ale od łokcia w dół, to ucięli. Na protezę wydałem całą forsę, jaką odłożyłem do tej pory. Co z tego, skoro wyrzucono mnie z wojska?! Byłem zrozpaczony, mówię ci. Zwolnili mnie w trybie natychmiastowym, bo byłem niezdolny do służby. Ja im dam, niezdolny do służby!
Wróciłem na rodzinne śmieci, ale dusiłem się tam. Małe miasteczko, budziłem zbyt dużą sensację. Wyniosłem się do Tona-Pun, tu mogłem oddychać spokojnie. Jakoś żyję, jestem street fighterem, a czasami dorabiam jako najemnik, gdy akurat coś dla mnie się znajdzie.
Tak, wiem, ze jestem wrakiem. I co z tego? Nikt nie płacze. Ja na pewno nie.
Broń:
Na szczególną uwagę zasługuje pistolet Sina. Dlaczego? Bo to samoróbka, rzemieślnicza na dodatek. Wygląda jak broń sprzed kilkuset lat, z okrągłym magazynkiem, długą lufą, masywną kolbą obłożoną masą perłową. Celownik stanowi prehistoryczna muszka ze szczerbinką, co wcale nie znaczy, ze Sin strzela z niej źle. Nauczył się, zdolny chłopak jest.
Czym się więc różni od tych antyków, które można znaleźć w muzeach? Tym, że się nie zacina. Że jest na współczesne naboje. Na pewno jeszcze coś w sobie ma, ale co – nikt nie wie.
Katana nie jest niczym specjalnym – ostra, z rękojeścią pokrytą skórą płaszczki. Wiele oddziałów było kiedyś w nie wyposażonych – ponoć mogą one przecinać naboje w locie, jeśli tylko ma się dobrego cela.
Specjalne:
Imię: w gruncie rzeczy Sin to nie jest prawdziwe imię, nazwisko też nie. Wojownik pilnie strzeże, aby ludzie nie poznali jego prawdziwych danych. Różnie go nazywają, zależy, w jakim mieście jest – Sin, Sinatra, Komandos, Kapitan... Jednak on najbardziej lubi, gdy wołają go Sin.
Sin jest wszechstronnie wyszkolony w dziedzinie walki i uzbrojenia – umie rzucać granatem, zna wiele modeli broni palnej. Jednak najbardziej lubi walkę wręcz.
Sin ma kawalerkę w Mieście Szczurów. Paskudną, bo też nie zależy mu na pięknym mieszkaniu – za mało czasu tam spędza.
Ja wiem, ze karta wyszła, jaka wyszła, ale chciałam jak najszybciej ją oddać, bo w weekend, to tak w kratkę mogę mieć czas i chęci.
Offline
Administrator
Mi tam się podoba, nie widzę kłopotów. Co nie znaczy, Gabuś, że chciało mi się to czytać.
ACCEPT, możesz grać.
Offline